Łączna liczba wyświetleń

Wernisaże Wrocław (nie tylko)

ZGŁOŚ IMPREZĘ NA blogonim@gmail.com WIDOK SZCZEGÓŁÓWY - KLIKNIJ PLAN DNIA

piątek, 11 stycznia 2013

Vintage Nude Photography vol. 2

Świąteczne porządki mamy już za sobą (choć także przed sobą, kolejne święta wkrótce), ale przepastna szuflada wciąż ujawnia swoje tajemnice. Tym razem kolejna partia aktów w starym stylu.





















wtorek, 1 stycznia 2013

Koncert Sylwestrowy - Filharmonia Wrocławska

W czasie gdy na Wrocławskim Rynku koncertowała nieśmiertelna Maryla oraz niemniej nieśmiertelny Kristof, przy pełnej widowni odbył się Koncert Sylwestrowy w Filharmonii Wrocławskiej.

Autor niniejszego bloga nie jest melomanem, mówi nawet skromnie o sobie, że ma drewniane ucho, dlatego nie będzie rozpisywać się fachowo o repertuarze, sztuce wykonawczej, prowadzeniu orkiestry czy jakiejś innej emisji głosu. W przypadku tego koncertu znajomość muzyki klasycznej nie jest potrzebna - to nie dla wyszukanych melomanów koncert (choć ci także powinni być ukontentowani) ale dla ludzi obdarzonych jakąś muzyczną wrażliwością a także, ja kię okazało, poczuciem humoru.

Koncert sylwestrowy to muzyka lekka, wesoła, stosunkowo łatwa w odbiorze; często utwory charakterystyczne, ciekawostki muzyczne no i oczywiście szlagiery muzyki klasycznej.

Sala była pełna, atmosfera szyku i dostojności, średnia wiekowa raczej wysoka - co nie dziwi wprawdzie, ale i nie cieszy. Koncert otworzył dyrektor Andrzej Kosendiak, słowo wiążące oraz prowadzenie orkiestry  - Jan Miłosz Zarzycki; wystąpili także soliści - Aleksandra Kubas-Kruk -  sopran oraz Kałudi Kałudow - tenor.

Trzeba przyznać, że dyrygent równie świetnie radził sobie z prowadzeniem orkiestry jak i zabawianiem publiczności, dowcipnymi komentarzami między utworami. Niejeden nasz czołowy medialny konferansjer (nazwisk nie wymienię, ale wiadomo o kogo chodzi - na przykład ci, którzy prowadzili telewizyjne Sylwestry) mógłby się dużo nauczyć, jak z kulturą, niewymuszonym, bezpretensjonalnym humorem prowadzić imprezy...

Utwory (lista niżej) wykonane zostały w duchu sylwestrowym, żywiołowo, wesoło, czasami okraszone dowcipem (w Bauern-Polka Strausa orkiestra także śpiewała, wyróżniły się waltornie!, w innym utworze Maestro Zarzycki udowodnił, że dyrygentem nie zostają ci co nie potrafili opanować gry na instrumencie, z brawurą grając na kowadle "solo z orkiestrą" jak się wyraził).

Z orkiestrą wystąpili soliści -  po równi obdarzona talentem, głosem i urodą (co męska część widowni niewątpliwie doceniła) sopranistka Aleksandra Kubas-Kruk, oraz ciepły (w brzmieniu oczywiście) tenor Kałudi Kałudow. Wykonali zarówno utwory na jeden głos jak i duety, wszystko pyszne i także przyprawione humorem - poza umiejętnościami muzycznymi pokazali również talent aktorski (w arii lalki Olimpii z opery Opowieści Hoffmanna Offenbacha odegrana została cała etiuda aktorska z charakterystycznymi automatycznymi ruchami lalki, nakręcaniem sprężyny i naprawą mechanizmu przy użyciu ogromnych kluczy).

Nic dziwnego, że koncert nie zakończył się po ostatnim utworze - publiczność wyklaskała trzy bisy, równie brawurowe jak cały koncert.

Jednym słowem - świetnie spędzony sylwestrowy wieczór i tylko budzi zdziwienie, że koncert nie był ani transmitowany ani rejestrowany, bo to świetny materiał popularyzujący muzykę klasyczną, gotowiec edukacyjny. Niestety, widać media zajęte były transmisjami z masówek sylwestrowych typu wrocławski Rynek lub Sylwester w Jedynce.

Oczywiście fotoreportażu dziś nie będzie - jedynie to zdjęcie komórkowe.


Jan Miłosz Zarzycki -  dyrygent
Aleksandra Kubas-Kruk -  sopran
Kałudi Kałudow - tenor
Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Wrocławskiej

Program:
J. Strauss – Uwertura do operetki Zemsta nietoperza
Ch. Gounod – Walc Julii z opery Romeo i Julia
R. Leoncavallo – Mattinata
J. Strauss – Intermezzo z operetki 1000 i jedna noc
J. Offenbach – aria lalki Olimpii z opery Opowieści Hoffmanna
S. Cardillo – Core n’grato
E. Kálmán – duet Co się dzieje, oszaleję… z operetki Księżniczka czardasza
A.  Dvořák – Taniec słowiański op. 46 nr 1
A.  Dvořák – Taniec słowiański op. 46 nr 8
J. Strauss – Mein Herr Marquis aria Adeli z operetki Zemsta nietoperza
RNon ti scordar di me - tradycyjna pieśń neapolitańska
A. Lara – Granada
J. Strauss – Feuerfest
F. Lehar – pieśń Wilji z operetki Wesoła wdówka
E. di Capua – O sole mio
F. Lehar – Usta milczą, dusza śpiewa z operetki Wesoła wdówka
J. Strauss – Bauern-Polka
G. Verdi – Toast Libiamo z opery La Traviata
J. Strauss – Marsz Radeckiego

sobota, 29 grudnia 2012

Świąteczne porzadki - Vintage West Berlin

Aby schłodzić nieco emocje wywołane aktami w starym stylu - Berlin Zachodni, czyli przed połączeniem Niemiec, ten zły, kapitalistyczny i rewanżystowski. Jako, że szuflada  negatywami wydaje się być bez dna, niczym jakiś róg obfitości, na pewno do aktu jeszcze wrócimy.
Tymczasem miasto, do którego mam duży sentyment; spędziłem tam wiele miesięcy, ciężko na ogół pracując jako Schwarzarbeiter, czyli na czarno. Piękne romantyczne czasy, które już nie wrócą - nie ma nawet tego "mojego" Berlina, czyli dziwnego miejsca w centrum Europy, gdzie wielomilionowe miasto zostało podzielone na dwie (Zachodni obejmował trzy strefy okupacyjne, amerykańską, brytyjską i francuską, Wschodni, stolica NRD to strefa radziecka) części, przy czym część Zachodnia stała się enklawą o specyficznym statusie międzynarodowym, oblaną żywiołem komunistycznych Niemiec. Berlin Zachodni był prawie samodzielnym państwem, miał własny parlament i burmistrza, jednak dalej był strefą okupowaną i najwyższą władzę sprawowali gubernatorzy wojskowi, wyznaczani co kadencję z innych wojsk okupacyjnych. Berlin Zachodni był uzależniony od pomocy i dostaw z Niemiec Zachodnich. Jest rzeczą absolutnie fascynującą, że taka pokrętna, nienaturalna konstrukcja utrzymywała się tyle lat, i zupełnie sprawnie funkcjonowała.

Większość pracujących w Berlinie Zachodnim Polaków - także ci nieliczni, którzy mieli pozwolenie, głównie zasuwali na budowach, a po robocie kupowali "kisty" piwa i odparowywali przy tym szlachetnym trunku. Raz, że oszczędzali, dwa, na ogół nie znali języka a trzy - nie specjalnie byli ciekawi świata, własne towarzystwo im wystarczało, budowali swoje małe ojczyzny w obskurnych mieszkaniach i najbliższej knajpie. Byle odłożyć i wracać do kraju.

Ja nie paliłem się do pracy w towarzystwie rodaków - chciałem trochę poduczyć się niemieckiego, którego za pierwszym razem w ogóle nie znałem, nie chciałem codziennie pić piwa (co okazało się wcale nie łatwe) i chciałem trochę poznać miasto. W efekcie na ogół mieszkałem sam, pracowałem najczęściej z Niemcami, a w weekendy - jeśli nie było dodatkowej pracy - podejmowałem berlińskie peregrynacje, oczywiście z aparatem w ręku.

Niżej kilka, raczej przypadkowych zdjęć - mam ich sporo, ale wciąż nie są uporządkowane.

Mur berliński - okolice Bramy Brandenburskiej i Reichstagu







 Podczas ucieczek z Berlina Wschodniego ginęli ludzie. Straż graniczna NRD nie brała jeńców.



 Rzut oka na "druga stronę". Wbrew powszechnej opinii, nie wszędzie postawiono mur, były odcinki chronione wysokimi ogrodzeniami.

 Że to strefa okupacyjna, często dało się zauważyć.

 Europa Center - miejsce w centrum Berlina Zachodniego, w którym zawsze coś się działo











Słynny berliński Flohmarkt - pchli targ



Berlin by night