Kłodzko zwane jest Perłą Dolnego Śląska (choć nie tylko ono). Od razu zaznaczę, że bardzo lubię to miasto, bywam i polecam. Dzisiaj jednak zajmę się tym znakiem zapytania w tytule postu.
Ale zacznijmy od początku. Może nie od czasów dalekich, ale czym było Kłodzko przed II Wjoną Światową.
Przed II wojną światową Kłodzko (wówczas noszące niemiecką nazwę Glatz) nie było klasycznym kurortem uzdrowiskowym w ścisłym tego słowa znaczeniu – tę rolę w regionie pełniły pobliskie, słynne uzdrowiska, takie jak Polanica-Zdrój (Altheide), Kudowa-Zdrój (Bad Kudowa) czy Lądek-Zdrój (Bad Landeck).
Kłodzko pełniło zupełnie inną, potrójną funkcję:
1. Kluczowe centrum administracyjne, handlowe i usługowe
Przede wszystkim było ono niekwestionowaną stolicą historycznego Hrabstwa Kłodzkiego (Grafschaft Glatz). To tutaj skupiało się życie administracyjne, sądownicze oraz handlowe całego regionu (Ziemi Kłodzkiej). Miasto dynamicznie rozwijało się gospodarczo – działały tu liczne browary, zakłady tytoniowe, tekstylne i przemysł drzewny, a tamtejsze rynki i jarmarki zaopatrywały okoliczne miejscowości i kurorty.
2. Wielka baza turystyczna („Brama do Kotliny”)
Choć samo Kłodzko nie miało statusu uzdrowiska, było głównym węzłem komunikacyjnym i turystycznym. Dzięki świetnemu połączeniu kolejowemu, to właśnie tutaj przyjeżdżali turyści z głębi Niemiec (np. z Wrocławia czy Berlina), aby stąd ruszyć dalej w Sudety. Miasto doskonale to wykorzystywało – przed wojną tętniło życiem, oferując bogatą infrastrukturę: liczne hotele, eleganckie restauracje, kawiarnie oraz słynne trasy spacerowe wokół Twierdzy.
3. Ważne miasto garnizonowe
Z racji obecności potężnej Twierdzy Kłodzkiej, miasto miało silny charakter militarny. Stacjonowały tu liczne oddziały wojskowe, co mocno wpływało na lokalną gospodarkę, architekturę (koszary, place ćwiczeń) oraz codzienne życie mieszkańców.
Podsumowanie
Przed 1945 rokiem Kłodzko było zamożnym, doskonale prosperującym miastem powiatowym o strategicznym znaczeniu handlowym i turystycznym. Łączyło w sobie funkcje prężnego ośrodka miejskiego z zapleczem dla okolicznych sudeckich kurortów, zachowując przy tym swój unikatowy, nienaruszony przez działania wojenne średniowieczno-barokowy układ urbanistyczny.
Wojna ominęła Kłodzko, nie doznało ono zniszczeń. Walki ominęły miasto. Funkcjonowało tu ciężkie więzienie wojskowe oraz obóz pracy (filia obozu Gross-Rosen). Przetrzymywano tu więźniów politycznych, jeńców wojennych oraz dezerterów. W podziemiach i kazamatach twierdzy uruchomiono ewakuowane z innych rejonów Niemiec linie produkcyjne zakładów AEG, gdzie wytwarzano części do aparatury radiowej, łodzi podwodnych (U-Bootów) oraz podzespoły do rakiet V1 i V2.
Niemcy nie podjęli obrony przed wojskami radzieckimi dzięki temu 9 maja 1945 roku oddziały Armii Czerwoną wkroczyły do miasta bez konieczności prowadzenia ciężkich walk artyleryjskich czy ulicznych. Uniknięto w ten sposób fali pożarów i celowych wyburzeń, które spotkały inne dolnośląskie miejscowości tuż po przejściu frontu. Miasto zachowało pełną funkcjonalność.
Na mocy ustaleń konferencji poczdamskiej (lipiec–sierpień 1945 r.) zapadła decyzja o przekazaniu terytoriów na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej pod administrację polską. Kłodzko formalnie stało się częścią tzw. Ziem Odzyskanych. Z ta decyzja nie pogodziła się Czechosłowacja co mało nie doprowadziło do wojny Polsko-Czechosłowackiej. Spór rozstrzygnął Stalin przyznając Polsce Ziemię Kłodzką.
Wreszcie dochodzimy do momentu, w którym pojawia się na horyzoncie znak zapytania. Przejęcie Kłodzka przez ludność wysiedlona przymusowo ze wschodu Polski przejętego przez sowietów, zupełnie inna kultura, inny model gospodarczy - praktycznie budowanie życia społecznego i gospodarczego od podstaw. Do tego niepewność przyszłości tych terenów skutkowało "gospodarką rabunkową", brakiem dbałości o tkankę materialną, szczególnie że była Niemiecka.
W czasach PRL Kłodzko przechodziło przez niezwykle burzliwy i pełen kontrastów okres. Z jednej strony miasto stało się kluczowym ośrodkiem kulturalnym, turystycznym i przemysłowym Kotliny Kłodzkiej, z drugiej – zmagało się z gigantyczną katastrofą budowlaną na starówce oraz traumatycznymi skutkami powodzi.
Przez wieki kłodzcy mieszczanie i browarnicy drążyli pod miastem wielopoziomowe, głębokie piwnice i lochy w celach magazynowych i obronnych. Po wojnie, w wyniku braku odpowiedniego zabezpieczenia, nieszczelnej sieci wodociągowej i podmywania gruntów, podziemia zaczęły pękać i się zapadać. Na przełomie lat 50. i 60. kłodzka starówka zaczęła zapadać się pod ziemię. Ściany zabytkowych kamienic pękały, a część budynków runęła. W efekcie bezpowrotnie zniszczona została m.in. cała północna i wschodnia pierzeja rynku oraz fragmenty okolicznych ulic (np. ul. Grodzkiej).
Do Kłodzka sprowadzono specjalistów z Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH) w Krakowie oraz górników z Wałbrzycha. Przez lata prowadzili oni skomplikowane prace minerskie i betoniarskie, mające na celu zasypanie i zabezpieczenie wyższych kondygnacji lochów. Uratowano w ten sposób pozostałą część starówki, a efektem tych prac było późniejsze otwarcie słynnej Podziemnej Trasy Turystycznej (im. Tysiąclecia Państwa Polskiego) w 1976 roku.
I to pierwsza rysa na historycznym wizerunku miasta - znaczna część starówki nie jest oryginalna.
Kolejne katastrofy jakie nawiedziły Kłodzko to powodzie. W lipcu 1970 roku w wyniku gwałtownych ulew Nysa Kłodzka wystąpiła z koryta, zalewając niżej położone części miasta, w tym historyczną dzielnicę wyspową (Piasek). Woda zniszczyła wiele budynków, podtopiła zakłady przemysłowe i naruszyła konstrukcje i tak osłabionych już kamienic, co zmusiło władze do kolejnych rozbiórek.
Następna powódź - tysiąclecia - w lipcu 1997 roku była jednym z najbardziej dramatycznych i zwrotnych momentów w powojennej historii Kłodzka, na stałe zmieniając wizerunek, architekturę oraz sytuację ekonomiczną miasta. Została wywołana przez kilkudniowe, niezwykle intensywne opady deszczu w Sudetach. Górskie rzeki i potoki błyskawicznie przybierały, a spływająca z gór woda uderzyła w Kłodzko skumulowaną falą.
Kulminacja nastąpiła w nocy z 7 na 8 lipa 1997 roku. Poziom Nysy Kłodzkiej przekroczył stan alarmowy o blisko 4 metry (w niektórych miejscach woda podniosła się o ponad 5 metrów ponad normalny stan rzeki). Wiele zabytkowych, już wcześniej osłabionych katastrofami budowlanymi z czasów PRL kamienic nie wytrzymało naporu rwącej wody. Kilka budynków zawaliło się całkowicie (m.in. na ul. Grottgera), a dziesiątki innych zostało tak poważnie naruszonych konstrukcyjnie, że po przejściu fali powodziowej nadawały się wyłącznie do rozbiórki. Ślady po wodzie, wilgoć w piwnicach i pęknięcia ścian były widoczne (i w wielu miejscach wciąż są) przez dekady, wpływając na estetyczny odbiór kłodzkiej starówki.
Miasto nie usunęło wszystkich skutków tych dwóch powodzi, gdy w dniach 14–16 września 2024 roku nastąpił kolejny kataklizm. Po wielogodzinnych, ekstremalnych opadach deszczu Nysa Kłodzka zaczęła gwałtownie przybierać, zalewając pierwsze ulice położone najbliżej koryta rzeki. Wieczorem zarządzono ewakuację najniżej położonych części miasta. 15 września (niedziela) nastąpiło uderzenie fali kulminacyjnej. Przed południem doszło do przerwania tamy w Stroniu Śląskim, co uwolniło potężną masę wody. Woda wdarła się do centrum Kłodzka i zalała wyspę Piasek. Nysa Kłodzka osiągnęła wtedy swój rekordowy poziom – blisko 8 metrów.
Pod wodą znalazło się około 35–38% powierzchni Kłodzka. Żywioł doszczętnie zniszczył lub poważnie uszkodził ponad 1200 mieszkań i lokali usługowych. Tradycyjnie najbardziej ucierpiała najniżej położona wyspa Piasek (gdzie woda sięgała pierwszego piętra) oraz zabytkowe centrum wokół rynku. Poważnie zalany został m.in. zabytkowy klasztor i kościół o.o. franciszkanów. Odbudowa Kłodzka po tym kataklizmie wciąż trwa i szacuje się, że potrwa jeszcze wiele lat. Choć główna infrastruktura miejska (mosty, drogi, sieci wodociągowe i prąd) została stosunkowo szybko przywrócona do działania, to wiele kamienic, obiektów sportowych i zabytków nadal wymaga kosztownych remontów i głębokiego osuszenia.
Tak więc to niegdyś piękne miasto doznało wielkich, częściowo nieodwracalnych zniszczeń. Może być więc wciąż nazywane Perłą Dolnego Śląska? Na szczęście ratusz i część kamienic starówki ocalały, część lepiej lub gorzej odtworzono po katastrofie budowlanej z przełomu lat 50-60. Ocalał Most Gotycki (często porównywany do Mostu Karola w Pradze, zabytkowy klasztor i kościół o.o. franciszkanów a co najważniejsze - średniowieczny układ urbanistyczny starówki. Do tego udostępniona do zwiedzania Twierdza, podziemna trasa turystyczna, jako taka gastronomia czynią Kłodzko wciąż atrakcyjnym miejscem turystycznym. Dodatkowo świetne połączenie kolejowe z Wrocławia Kolejami Dolnośląskimi (nieco pona godzinę) zachęca do wypadów. Przybywajcie bo miasto Was potrzebuje!
[pisząc tekst korzystałem z AI]
Poniższy reportaż pokazuje nie tylko piękno Kłodzka, ale także tę ciemną stronę - wciąż nieusunięte ślady kataklizmów, głownie powodzi.